Fitness to dla niej więcej niż trening i dobra forma – to fundament życia. Agata Zając, trenerka kobiet i twórczyni aplikacji treningowej Fitiful, kształtuje swoją karierę w sposób całkowicie zgodny ze sobą, gdzie pasja do ruchu i jasno określone wartości napędzają każde jej działanie. Jej znak rozpoznawczy? Spokój, konsekwencja i wytrwałość.
Agata Zając: To przyszło samo. Od dziecka byłam w ruchu – bieganie po podwórku, sport w szkole, później treningi. Duży wpływ mieli nauczyciele WF-u, którzy pokazali mi, że aktywność to nie tylko wysiłek, ale też sposób na lepsze samopoczucie i pewność siebie.
Wydawało mi się to oczywiste – kochałam sport i chciałam się w tym rozwijać. Oczywiście miałam momenty „a co, jeśli…”, ale szybko się przekonałam, że to była dobra droga. AWF otworzył mi wiele możliwości i pozwolił połączyć pasję z pracą.
Myślę, że faktycznie powoli się to zmienia, choć wciąż mamy przed sobą długą drogę. Coraz więcej kobiet sięga po hantle czy gumy i przekonuje się, że to nie tylko kwestia wyglądu – razem z siłą fizyczną przychodzi też większa pewność siebie, poczucie sprawczości i wiara, że można więcej. Uważam, że kiedy raz to poczują, naturalnie chcą się tym dzielić i zarażają tą energią kolejne kobiety.
To wyszło u mnie samoistnie. Po prostu tak mam i tak się komunikuję. Nigdy nie czułam potrzeby udawania kogoś, kim nie jestem tylko po to, żeby się przebić. Nie potrafiłabym działać inaczej. Okazuje się, że można przyciągać ludzi spokojnym podejściem, byciem sobą i trzymaniem się swoich wartości. Mam wrażenie, że właśnie to sprawia, że wiele osób zostaje ze mną na dłużej – bo widzą, że jestem taka sama na ekranie i poza nim.
Chciałam stworzyć coś prostego w obsłudze, a jednocześnie naprawdę funkcjonalnego. Miejsce, w którym kobieta dostaje jasny plan, czuje się prowadzona krok po kroku i wie, że ktoś pomyślał o jej potrzebach. Od początku zależało mi, żeby Fitiful było narzędziem, które wspiera, a nie przytłacza. I żeby mogło rozwijać się razem z użytkowniczkami – bo to one najlepiej pokazują, w jakim kierunku warto iść.
Przez bardzo długi czas wszystko robiłam sama i naprawdę wydawało mi się, że tak trzeba. Byłam typową Zosią Samosią – przygotowywałam plany treningowe, nagrywałam i montowałam filmy, prowadziłam social media i zajmowałam się wszystkimi technicznymi drobiazgami. Teraz mam zespół i to naprawdę fajnie funkcjonuje. Każdy zajmuje się tym, w czym jest najlepszy, a ja mogę skupić się na tym, co lubię najbardziej – wymyślaniu nowych planów treningowych, nagrywaniu ćwiczeń i tworzeniu materiałów, które realnie pomagają kobietom czuć się lepiej w swoim ciele.
Dla mnie balans to po prostu życie bez skrajności. Jem zdrowo, ale zjem też pizzę czy burgera i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Trenuję regularnie, ale potrafię odpuścić i spędzić popołudnie na kanapie, oglądając ulubiony serial. Dbam o rozwój zawodowy, ale też o wspólny czas z mężem, dzieckiem i całą rodziną. Myślę, że chodzi o to, żeby nie stawiać sobie sztywnych granic i nie żyć w wiecznej presji, tylko umieć cieszyć się różnymi momentami w życiu.
Dla mnie to połączenie jednego i drugiego. Satysfakcja, bo mogłam brać udział w tworzeniu sprzętu zaprojektowanego specjalnie z myślą o kobietach, i odpowiedzialność, żeby był nie tylko estetyczny, ale przede wszystkim bezpieczny i funkcjonalny. To było ciekawe doświadczenie, bo zobaczyłam cały proces od pomysłu, przez projektowanie, po gotowy produkt. Nauczyłam się wtedy mnóstwo rzeczy, o których wcześniej nawet nie myślałam, a świadomość, że ten sprzęt trafia do rąk kobiet i realnie pomaga im trenować, daje ogromną radość.
Od początku stawiam na spójność i wiarygodność. Czasem oznacza to rezygnację z lukratywnych propozycji. Nie podejmuję współprac spoza mojego obszaru działania, bo wiem, że mogłoby to podważyć zaufanie społeczności, które jest dla mnie najważniejsze. Po prostu nie czułabym się z tym dobrze. Dlatego w czasie ciąży, mimo wielu ofert promocji artykułów dziecięcych, nie zdecydowałam się na żadną z nich. Ciąża była dla mnie bardzo osobistym doświadczeniem, a nie materiałem do kampanii reklamowych i nigdy nie miałam wątpliwości, że te propozycje nie są zgodne ze mną.
Dziesięć lat temu byłam pełna energii, ale też miałam w sobie dużo presji, żeby ze wszystkim zdążyć i wszystkim udowodnić, że dam radę. Teraz mam więcej spokoju i jasność co do tego, co jest dla mnie ważne. Lepiej znam siebie i wiem, że nie muszę brać na siebie wszystkiego, żeby czuć się wartościowa. Bardziej dbam o jakość życia i swój dobrostan, a decyzje podejmuję tak, żeby były zgodne ze mną, a nie z oczekiwaniami innych. I jest mi z tym po prostu lepiej.