Patrzy na inwestycję szerzej niż tylko przez pryzmat liczb czy powierzchni możliwej do zagospodarowania, bo chce mieć wpływ na cały proces – od zakupu gruntu aż po moment, gdy klient odbiera klucze. Biznes rozwija wspólnie z mężem, ale jednocześnie konsekwentnie buduje własną markę osobistą, podkreślając, że rynek nieruchomości nie jest zarezerwowany wyłącznie dla mężczyzn, a kobieca perspektywa ma w nim swoje miejsce. „Ostatecznie rynek nie pyta o płeć. Rynek weryfikuje rezultaty” – zauważa. Iwona Marszał-Majewska – przedsiębiorczyni prowadząca projekty deweloperskie i współtwórczyni marek MM Investments oraz MM Design – o doświadczeniu, które nie zwalnia z nauki, ale zmienia sposób patrzenia na biznes.
Iwona Marszał-Majewska: To nie była nagła zmiana, tylko naturalna ewolucja. Przez lata pracy w pośrednictwie obserwowałam nieruchomości przede wszystkim z perspektywy klienta, sprzedaży i rynku. Z czasem poczułam jednak, że nie chcę już tylko sprzedawać tego, co stworzył ktoś inny. Chciałam mieć wpływ na cały proces – od zakupu gruntu i koncepcji inwestycji, przez budowę, aż po wykończenie wnętrza i moment przekazania kluczy.
Zaczynaliśmy również od inwestowania we własne nieruchomości i realizowania flipów. To była bardzo praktyczna szkoła: nauczyła mnie liczyć, przewidywać ryzyko i rozumieć, za co klient naprawdę chce zapłacić.
Deweloperka była poważnym krokiem, ale nie skokiem w ciemno. Wchodziłam w nią z doświadczeniem, znajomością rynku i świadomością, że nadal bardzo dużo muszę się nauczyć. I chyba właśnie ta gotowość do nauki, a nie przekonanie, że już wszystko wiem, pomogła mi najbardziej.
Dziś łączymy trzy obszary: inwestowanie, budowanie i kompleksowe wykańczanie wnętrz. Dzięki temu nie kończymy relacji z klientem w momencie sprzedaży. Możemy przeprowadzić go przez cały proces – od wyboru nieruchomości aż do gotowego miejsca do życia.
Najważniejsze jest dla mnie to, żeby nie budować wyłącznie metrów kwadratowych. Metraż można wpisać do tabeli, ale jakość codziennego życia zaczyna się dużo wcześniej – od lokalizacji, układu pomieszczeń, światła, zieleni, prywatności i funkcjonalności.
Zawsze staram się patrzeć na inwestycję oczami osoby, która naprawdę będzie tam mieszkać. Zastanawiam się, gdzie zostawi samochód, czy będzie miała przestrzeń dla rodziny, jak będzie odpoczywać i czy po całym dniu będzie chciała wracać właśnie do tego miejsca.
Oczywiście biznes musi się zgadzać finansowo. Nie będę udawała, że liczby nie mają znaczenia, bo mają ogromne. Uważam jednak, że dobra inwestycja powinna łączyć rentowność z odpowiedzialnością. To, co budujemy, zostaje przecież na lata i realnie wpływa na życie ludzi.
Chcę dawać mieszkańcom poczucie, że ktoś wcześniej pomyślał o ich potrzebach, a nie tylko o tym, ile lokali uda się zmieścić na działce.
Nie wierzę, że można wyróżnić się jednym efektownym elementem. Ładna elewacja czy modna wizualizacja mogą zwrócić uwagę, ale nie zbudują zaufania. Dziś liczy się spójność całego produktu.
Dobra lokalizacja nadal jest fundamentem, ale bardzo ważne są również architektura, funkcjonalne układy, jakość wykonania, otoczenie i obsługa klienta. Można mieć świetny projekt, ale jeśli komunikacja z klientem zawodzi, całe dobre wrażenie bardzo szybko znika.
Dla mnie wyróżnikiem jest także filozofia inwestycji. W Kampino Park nie sprzedajemy jedynie lokalu o określonym metrażu. Sprzedajemy styl życia: bliskość natury, prywatny las, spokój, przestrzeń dla rodziny, a jednocześnie możliwość sprawnego dojazdu do Warszawy.
Klient jest dziś znacznie bardziej świadomy. Sprawdza firmę, jej realizacje, opinie i ludzi, którzy za nią stoją. Dlatego nie wystarczy mówić, że jest się dobrym deweloperem. Trzeba to konsekwentnie pokazywać i potwierdzać działaniem.
Nie, dziś zdecydowanie nie jest łatwo być deweloperem. I szczerze mówiąc, nigdy nie był to prosty biznes, choć z zewnątrz czasami wygląda jak szybki sposób na duże pieniądze.
Koszty budowy są wysokie, finansowanie trudniejsze, procedury administracyjne potrafią trwać bardzo długo, a przepisy regularnie się zmieniają. Do tego dochodzi ostrożniejszy klient, który dłużej podejmuje decyzję i dokładniej analizuje ofertę.
Największa zmiana polega na tym, że skończył się czas sprzedawania wszystkiego tylko dlatego, że pojawiło się na rynku. Dzisiaj słabszy produkt, zła lokalizacja albo źle skalkulowana inwestycja mogą bardzo szybko zweryfikować nawet doświadczonego przedsiębiorcę.
To jest branża wymagająca kapitału, cierpliwości, odporności psychicznej i naprawdę dobrego zarządzania ryzykiem. Widzę jednak w tym również coś pozytywnego: trudniejszy rynek premiuje firmy, które są dobrze przygotowane, odpowiedzialne i mają realną wartość do zaoferowania.
Ten układ działa właśnie dlatego, że nie jesteśmy identyczni. Mamy wspólne wartości i podobne podejście do odpowiedzialności, ale zupełnie różne kompetencje.
Arek odpowiada przede wszystkim za budowy, wykonawców, kwestie techniczne, urzędy i codzienne rozwiązywanie problemów na inwestycjach. Ja zajmuję się strategią, finansami, marketingiem, sprzedażą, koncepcją produktu i kontaktem z klientem.
Nie próbujemy sobie wzajemnie udowadniać, kto jest ważniejszy. Każde z nas ma swój obszar odpowiedzialności, a przy najważniejszych decyzjach spotykamy się pośrodku.
Oczywiście wspólny biznes nie jest nieustającą romantyczną kolacją. Czasami dyskusje przenoszą się do domu, a budowa potrafi usiąść z nami przy stole. Dlatego trzeba umieć oddzielać emocje od decyzji i mieć do siebie zaufanie.
Naszą siłą jest to, że patrzymy na firmę z dwóch różnych perspektyw. Arek pilnuje, żeby coś było dobrze zbudowane, a ja – żeby odpowiadało na potrzeby rynku i potrafiło się sprzedać.
Takich momentów było bardzo dużo. Nieruchomości szybko uczą pokory, ponieważ nawet dobrze przygotowany plan potrafi zostać zmieniony przez urząd, wykonawcę, bank albo sytuację rynkową.
Jedną z naszych najlepszych decyzji było zaproszenie do pierwszej inwestycji deweloperskiej osoby bardziej doświadczonej. Mogliśmy próbować wszystkiego sami, ale uznaliśmy, że rozsądniej będzie uczyć się od kogoś, kto przeszedł już tę drogę. To pozwoliło nam uniknąć wielu kosztownych błędów.
Zrozumiałam również, że sama odwaga nie wystarcza. Potrzebne są liczby, zabezpieczenia, kontrola finansów i kilka scenariuszy działania. W biznesie nieruchomościowym zbytni optymizm potrafi być bardzo drogi.
Najważniejsza lekcja? Nie należy mylić pewności siebie z nieomylnością. Można mieć wizję i jednocześnie umieć przyznać, że czegoś się nie wie. Dla mnie prawdziwa siła przedsiębiorcy polega właśnie na tym, że potrafi pytać, uczyć się i reagować, zanim problem stanie się kryzysem.
Ta zmiana jest trwała, ale proces jeszcze się nie zakończył. Kobiety są dziś obecne w każdym obszarze rynku: zarządzają firmami, prowadzą inwestycje, negocjują finansowanie, kierują budowami i występują jako ekspertki.
Jednocześnie nadal zdarzają się sytuacje, w których kobieta musi najpierw udowodnić, że naprawdę zna się na liczbach, budowie czy inwestowaniu. Mężczyźnie częściej z góry przypisuje się kompetencje techniczne, kobieta czasami musi je dopiero potwierdzić.
Nie uważam jednak, że powinnyśmy naśladować męski sposób zarządzania, żeby zasłużyć na miejsce przy stole. Możemy wnosić własną perspektywę: większą uważność na potrzeby klienta, komunikację, funkcjonalność i relacje. To nie są „miękkie dodatki”, tylko konkretne przewagi biznesowe.
Ostatecznie rynek nie pyta o płeć. Rynek weryfikuje rezultaty. Kobieta nie powinna dostawać taryfy ulgowej, ale nie powinna również za każdym razem zaczynać od udowadniania, że ma prawo zabierać głos.
Najmocniejszym elementem mojej marki jest autentyczność połączona z konsekwencją. Pokazuję nie tylko końcowy efekt, ale także proces: budowy, decyzje, problemy, poprawki i codzienną pracę, której zazwyczaj nie widać na pięknych zdjęciach.
Nie próbuję kreować się na osobę, która zawsze ma rację i której wszystko przychodzi bez wysiłku. Po 18 latach w branży mam dużą wiedzę, ale nadal się uczę i potrafię powiedzieć, że coś nie poszło zgodnie z planem.
Marka osobista nie powstaje od jednego viralowego filmu. Buduje się ją przez lata – spójnością pomiędzy tym, co się mówi, co się pokazuje i jak działa się wtedy, kiedy nie ma włączonej kamery.
Myślę, że ludzie widzą u mnie również pasję. Ja naprawdę lubię nieruchomości, wnętrza i cały proces tworzenia. Nie opowiadam o tym dlatego, że akurat jest to popularny temat. To jest duża część mojego życia.
Zdecydowanie lepiej niż kiedyś, ale nie będę udawała, że wszystko po mnie spływa. Jestem człowiekiem i czasem niesprawiedliwa opinia czy próba podważenia moich kompetencji nadal potrafi mnie dotknąć.
Nauczyłam się jednak odróżniać konstruktywną krytykę od zwykłej złośliwości. Pierwsza może pomóc mi coś poprawić, dlatego warto jej słuchać. Druga najczęściej mówi więcej o osobie, która ją wypowiada, niż o mnie.
Nie próbuję już przekonywać do siebie wszystkich. To ogromna strata energii. Skupiam się na pracy, rezultatach i ludziach, których zdanie naprawdę ma dla mnie znaczenie.
Chronię swoją energię, stawiając granice i nie wdaję się w każdą dyskusję. Nie każda zaczepka wymaga odpowiedzi i nie każdą opinię trzeba nosić ze sobą przez cały dzień. Po 18 latach wiem już, kim jestem, co potrafię i ile pracy kosztowało mnie dojście do tego miejsca. Ktoś może mieć o mnie własne zdanie, ale nie musi ono stawać się moją prawdą.
Potrafię powiedzieć, że mam prawo być z siebie dumna. Nie dlatego, że wszystko zrobiłam idealnie, ale dlatego, że wielokrotnie zaczynałam od nowa, podejmowałam trudne decyzje i nie wycofywałam się przy pierwszym kryzysie.
Najbardziej cenię w swojej drodze odwagę do zmiany. Zaczynałam jako pośredniczka, później inwestowałam we własne nieruchomości, weszłam w deweloperkę, stworzyliśmy firmę zajmującą się wykończeniami, a dziś dzielę się również swoim doświadczeniem z innymi.
Czy jestem dokładnie tam, gdzie chciałam być? Jestem w miejscu, które jeszcze kilka lat temu byłoby dla mnie ogromnym sukcesem. Jednocześnie nadal mam apetyt na więcej. I nie widzę w tym sprzeczności.
Można być z siebie dumną i nadal chcieć się rozwijać. Wcześniej często szybko przechodziłam nad osiągnięciami do kolejnego zadania. Dziś uczę się zatrzymywać i mówić sobie: zrobiłaś kawał dobrej roboty. To nie jest pycha. To uczciwe uznanie własnej drogi.