Joanna-Osińska-artystka-malarka-obrazy-kobieta-sukcesu
Blog Joanna Osińska: Nie czekam na wenę, bo wiem, że można się jej nigdy nie doczekać [WYWIAD]

Joanna Osińska: Nie czekam na wenę, bo wiem, że można się jej nigdy nie doczekać [WYWIAD]

Malarstwo to coś więcej niż tylko forma ekspresji, to także sposób na zawodowe spełnienie. Działalność Joanny Osińskiej – utalentowanej na wielu płaszczyznach, a jednocześnie niezwykle świadomej artystki – najlepiej to potwierdza. Joanna regularnie wystawia swoje prace, sprzedaje obrazy do wnętrz prywatnych i komercyjnych oraz współpracuje z cenionymi markami. Na swój sukces zapracowała, nie poddając się gorszym okresom ani nietrafionym decyzjom. Dziś jej sztuka dociera na drugi koniec świata, a ona sama staje się inspiracją dla innych twórców.

Justyna Kaczmarczyk: Sprawiasz, że czas przestaje płynąć, a ulotne piękno niespodziewanie staje się trwałe – to esencja Twojej twórczości. Patrzysz na świat przez różowe okulary?

Joanna Osińska: Tak, istotą mojego malarstwa jest zatrzymanie tego, co wyjątkowe, na dłużej niż chwilę. Myśl ta zrodziła się z refleksji, że największe piękno bywa ulotne, a jednak mamy potrzebę, by je uchwycić. Dotyczy to zarówno tego, co widzimy, jak i przeżywamy. Zachwycają mnie wschody i zachody słońca, ich barwy oraz magia, jaką niosą. Te chwile są pięknym tłem do tworzenia wspomnień i same w sobie inspirują. Myślę, że dobrze widać to w moich obrazach.

A czy noszę różowe okulary? Niekoniecznie. Ale malarstwo to dla mnie sposób, by dawać sobie i innym odrobinę piękna, inspiracji i wytchnienia. W sztuce jest już wystarczająco dużo dramatyzmu i powagi, a w życiu – problemów. Dlatego chciałabym, by moja twórczość była ucieczką, bezpiecznym schronieniem po ciężkim dniu.

Sama maluję to, czego potrzebuję. Często są to intensywne, ciepłe barwy – trudno mi tworzyć w stonowanych tonacjach. Jest w tym dużo mnie samej, bo moja sztuka, podobnie jak ja, jest pełna emocji i treści.

Spod Twojego pędzla wychodzą głównie obrazy abstrakcyjne i pejzaże. Jakie środowiska najlepiej współgrają z Twoimi dziełami? Czy masz jakieś własne spostrzeżenia na ten temat, a może feedback od architektów wnętrz bądź klientów prywatnych?

Jedną z największych zalet moich obrazów jest ich uniwersalność – świetnie odnajdują się w niemal każdej przestrzeni. Widzę to zarówno podczas wystaw, ale także na zdjęciach, które otrzymuję od moich kolekcjonerów. Moje prace pasują do wnętrz nowoczesnych i loftowych, ale równie dobrze prezentują się na tle cegły czy gładkiej, białej ściany. Pięknie dopełniają wnętrza, gdzie dominują intensywne barwy, ale także ciemne kolory.

Kiedyś wydawało mi się, że moje obrazy nie będą pasować do jasnych, stonowanych przestrzeni. Ostatnio jednak przekonałam się, że potrafią być ich doskonałym dopełnieniem, a nawet grać główną rolę w takich aranżacjach. To wszystko pokazuje, jak uniwersalna jest moja sztuka.

Nie ograniczam się też do galerii sztuki – moje obrazy wisiały w kawiarniach, restauracjach i salonach piękności. Staram się wychodzić z twórczością tam, gdzie są ludzie. Niektórzy myślą, że sztuka nie jest dla nich, że muszą się na niej „znać”. Tymczasem moje obrazy udowadniają, że sztuka może być dostępna dla każdego, niezależnie od miejsca czy kontekstu.

Często klienci mówią, że kupią mój obraz, kiedy będą urządzać mieszkanie. W takich sytuacjach zachęcam ich, by nie odkładali marzeń na później. Moje obrazy pasują do różnych przestrzeni i są inwestycją na lata. Nie są chwilowym dodatkiem – to dzieła, które cieszą i inspirują przez długi czas.

Skoro inspiruje Cię natura, to jaka pora roku jest najbliższa Twojemu sercu?

Zdecydowanie koniec lata i początek jesieni. To czas pełen intensywnych kolorów i nastrojowości. Poranki i wieczory mają wtedy wyjątkową magię, której nie czuć w środku dnia. Natura nabiera łagodności, a powietrze staje się chłodne, choć wciąż otulone ciepłymi barwami. Ten czas jest dojrzały – zarówno w zapachu, jak i w wizualnym bogactwie.

Inspirują mnie momenty przejściowe i kontrasty w przyrodzie: różowe nieba, promienie słońca na tafli wody, niepozorne linie krajobrazu. Najbardziej magiczne są chwile przed świtem i zachodem słońca – to one tworzą nastrój, który przenoszę na swoje obrazy. Chcę, by te ulotne momenty trwały dłużej, bo za nimi kryją się niesamowite uczucia.

Natura to dla mnie nie tylko wizualny zachwyt, ale także przestrzeń, która koi i inspiruje. Chcę poprzez swoją twórczość zapraszać innych do jej odkrywania i pokazywać, że krajobraz to coś więcej niż niebieskie niebo i zielona trawa – to pełna emocji opowieść, którą warto uchwycić i zatrzymać. W tych wszystkich momentach, nastrojach i kolorach kryją się konkretne uczucia i opowieści, w których warto jest się zatopić.

Artystka, która wykorzystuje motyw kwadratu. Dość nietypowo, a jednak odkrywczo – Twój obraz pt. „Doskonałość” zakwalifikował się do wystawy Młodzi na Start organizowanej przez Elle Decoration w ramach Gdynia Design Days! Dlaczego właśnie ta figura?

Kwadrat to dla mnie symbol doskonałości, harmonii i ludzkiej obecności w świecie. W naturze nie znajdziemy tego kształtu – jest on tworem człowieka, co czyni go wyjątkowym w dialogu między sztuką a naturą. W moich obrazach kwadrat zatrzymuje wzrok, skłania do refleksji i otwiera przestrzeń do interpretacji. Stanowi punkt wyjścia do opowieści.

Pierwszy obraz z tym motywem powstał wiele lat temu jako odkrycie – moment magiczny i przełomowy w mojej twórczości. Z czasem zrozumiałam, że kwadrat może być nośnikiem emocji, harmonii i majestatu, szczególnie w zestawieniu z pejzażami, które maluję. Krajobrazy te ukazują piękno natury, a kwadrat staje się symbolem ludzkiego wpływu, który – jak wierzę – może współgrać z otoczeniem, nie naruszając jego równowagi.

Seria obrazów z kwadratami to najbardziej osobisty i charakterystyczny aspekt mojej twórczości. Obraz „Doskonałość” pokazany na wystawie Młodzi na Start był jednym z pierwszych w tej kolekcji. Mam nadzieję, że seria ta pozostawi po sobie trwały ślad i stanie się moją artystyczną wizytówką.

Obraz-z-kwadratem-Joanna-Osińska

Sztuka coraz śmielej przenika do różnych dziedzin życia, stając się częścią naszej codzienności. To piękne i rozwijające zjawisko! Co czujesz, gdy widzisz swoją twórczość na T-shirtach, apaszkach, tapetach ściennych, pościelach czy puzzlach? Jak postrzegasz te współprace?

Możliwość przenikania mojej sztuki do codzienności to dla mnie coś fascynującego. Wydaje mi się, że też troszkę pozwala to skrócić dystans pomiędzy odbiorcą sztuki a artystą, poprzez to, że ta sztuka z takich piedestałów staje się bardziej codzienna, osiągalna i namacalna. Dzięki takim współpracom mogę dotrzeć do osób, które na co dzień nie obcują ze sztuką, i zobaczyć, jak moja twórczość zaczyna żyć nowym życiem w różnych kontekstach.

Jednym z najważniejszych momentów była moja pierwsza współpraca z marką Medicine – zobaczenie swojego obrazu na ogromnym plakacie w galerii handlowej i reakcje ludzi, którzy mnie oznaczali w social mediach, było czymś niezwykle wzruszającym. Drugą wyjątkową współpracą było stworzenie jedynego w swoim rodzaju dywanu z Domem Sztuki w Kalifornii – niesamowite uczucie, wiedzieć, że moja sztuka może docierać na drugi koniec świata.

Każdą współpracę wybieram bardzo starannie, ponieważ dla mnie sztuka to coś unikatowego, ale właśnie to przenikanie jej do życia codziennego daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że zostawiam swój ślad w różnych zakątkach świata.

Budowanie kariery to droga pełna wzlotów i upadków. Postawiłaś kiedyś wszystko na jedną kartę i… nie wyszłaś na tym dobrze?

Czasem mam wrażenie, że życie artysty to nieustanne stawianie wszystkiego na jedną kartę. To trudna droga, która wymaga wielu poświęceń, ale miłość do tego, co robimy, sprawia, że nie potrafimy odpuścić. Choć nie miałam sytuacji, w której absolutnie wszystko postawiłam na jedną kartę, to z pewnością był moment w którym zainwestowałam w swoje twórcze działania ogromne środki finansowe, które nie przyniosły zwrotu. To doświadczenie było bolesne. Nie chodzi tu nawet o pieniądze, choć były to kwoty, za które mogłam wyjechać na miesiąc za granicę, odpocząć i cieszyć się życiem. Chodzi bardziej o nadzieje, jakie pokładamy w swoich działaniach. Wierzyłam, że to będzie mój przełom. Były to projekty, które polecały mi osoby uznawane za autorytety w sztuce i twórczym biznesie, co tylko wzmocniło moje oczekiwania. Kiedy jednak sukces nie nadszedł, przyszło ogromne rozczarowanie i trudny kryzys. To momenty, które uczą pokory i testują naszą siłę. Bo prawdziwa siła tkwi w tym, że mimo porażek potrafimy się podnieść i ruszyć dalej.

Dzielę się tym, bo chcę pokazać, że moja droga artystyczna to nie tylko sukcesy, wystawy i współprace, ale także trudne chwile i lekcje, które trzeba przejść. Wierzę, że każdy z nas ma swoją ścieżkę, na której jedne działania przynoszą efekty, a inne nie. Jeśli ktoś to teraz czyta i stoi w obliczu porażki – niech pamięta, że warto iść dalej. Może każdy ma swoją własną drogę i u każdego działa co innego.

Malujesz obrazy w dużych formatach na płótnie, ale oferujesz także „mini dzieła” na papierze w atrakcyjnej cenie. Jak oceniasz zainteresowanie tymi pracami – jest obiecujące?

Pomysł na małe obrazy zrodził się jakieś trzy lata temu w odpowiedzi na to, że zdałam sobie sprawę, że też nie każdy może sobie pozwolić na kupno obrazu, powiedzmy za 5 tysięcy. Bardzo często widziałam, że te osoby, które nie mogą sobie pozwolić, bardzo kochają moją twórczość. Pomyślałam, żeby stworzyć coś, co będzie dla nich przystępne cenowo. Jednocześnie wiedziałam, że to jest taka idealna okazja na prezent dla siebie lub bliskiej osoby. Więc też pierwsza premiera takiej papierowej kolekcji była przypisana na początek grudnia. I przyznam, że zostało to bardzo ciepło odebrane – te kolekcje bardzo łatwo i szybko się wyprzedawały. Także myślę, że jak najbardziej ma to ogromny potencjał. Ponieważ ktoś może kupić zarówno jeden obraz, po prostu, jak i kilka i stworzyć piękną kompozycję na ścianie.

A kolejna rzecz, jaka za tym idzie, to to, że nie do końca jestem przekonana za tworzeniem plakatów czy jakichś wydruków. Być może kiedyś zmienię zdanie. Natomiast uważam, że sztuka oryginalna, która wychodzi spod pędzla artysty, jest czymś szalenie cennym. Myślę, że zamknięcie obrazów w tej małej formie było doskonałą decyzją.

Jakie masz kontakty z innymi artystkami? Wspieracie się czy rywalizujecie?

Często powtarzam, że świat nie jest czarno-biały, ale jeśli chodzi o kontakty artystów, to mam wrażenie, że jednak czasem bywa. W większości są to relacje pełne wsparcia i życzliwości. Jestem ogromnie wdzięczna za osoby, które mogłam poznać – za koleżanki artystki, z którymi potrafimy nie tylko doradzać sobie w sprawach zawodowych, ale po prostu być dla siebie na poziomie ludzkim. To jest dla mnie coś niesamowitego i bardzo to doceniam. Naprawdę mam w sercu ogromną wdzięczność za te relacje.

Kiedy jestem na targach czy innych wydarzeniach, czuję, że w tym środowisku jest sporo dobrej energii. Ludzie chętnie wymieniają się doświadczeniami, służą dobrym słowem i pomocą. Myślę, że sama też jestem taką osobą – zawsze można do mnie napisać, zapytać o radę, a ja chętnie się podzielę. Takie wsparcie między nami jest piękne i bardzo je szanuję.

Ale nie ma co ukrywać – jest też ta druga strona. Widzę, jak niektórzy artyści kopiują prace innych. Czasami to dotyka mnie osobiście – ktoś kopiuje moje obrazy, moje teksty, i nawet po moich prośbach, żeby to zakończył, nic sobie z tego nie robi. To są bardzo przykre sytuacje, które zostawiają ślad. Myślę, że wielu artystów tego doświadcza.

Powtarzam, że kopiując innych, można nie znaleźć drogi do siebie, nie dostrzec własnego, unikatowego stylu. No ale też prawda jest taka, że kopiuje się tylko najlepszych. Więc w jakiś sposób może być to formą komplementu.

Czy każdy artysta potrafi tak frapująco wyrażać swoje myśli i emocje w słowie, jak robisz to Ty? Jesteś kobietą wielu talentów!

Dziękuję za miłe słowa. Przyznam, że tworzenie tekstów sprawia mi ogromną przyjemność i nie stanowi dla mnie problemu. Wiem, że moje słowa robią wrażenie na innych – zarówno na tych, którzy oglądają moją twórczość, jak i na tych, którzy czytają to, co piszę. To dla mnie bardzo cenne, bo daje poczucie, że to, co robię, rezonuje na różnych poziomach.

Nie każdy ma tę łatwość w wyrażaniu swoich myśli i emocji słowem, ale myślę, że każdy artysta przekazuje to, co chce, w swój unikalny sposób – nie zawsze za pomocą tekstu. Mimo to uważam, że warto pisać, bo słowa mogą zapraszać innych głębiej do świata, który tworzę. Mam wrażenie, że spójność między moimi tekstami a obrazami buduje całość – coś, co dopełnia moją twórczość i sprawia, że odbiorca może lepiej zrozumieć to, co chcę przekazać.

Czujesz, że jesteś we właściwym miejscu? Jak dziś wygląda Twoja relacja z malarstwem?

Tak, czuję, że jestem we właściwym miejscu. Oczywiście, zawsze chciałoby się osiągnąć jeszcze więcej, ale nieustannie nad tym pracuję, rozwijając swoją artystyczną karierę. Nie spoczywam na laurach – mam głowę pełną pomysłów, które mogłyby wypełnić nie tylko przyszłe miesiące, ale i lata. Te pomysły we mnie żyją, kotłują się i czekają na realizację.

Dziś myślę, że moja relacja z malarstwem jest dojrzała, przypomina mi dojrzałą miłość. Nie są to już gwałtowne emocje i fascynacje, jak często wyobraża się artystów, ale raczej świadome, głębokie podejście do procesu twórczego. Skupiam się przede wszystkim na tym, co chcę przekazać i stworzyć. Największe emocje pojawiają się w trakcie kreatywnego procesu – kiedy planuję nowy projekt, robię pierwsze szkice. Nie czekam na wenę, bo wiem, że można się jej nigdy nie doczekać. Po prostu działam. Tak jak Picasso powiedział: „Kiedy wena przyjdzie, dobrze, żeby zastała nas przy pracy”.

Uważam, że ten proces, choć praktyczny, nie jest pozbawiony magii. Jest równie wartościowy, a może i bardziej, niż burzliwe początki mojej drogi artystycznej. Kiedy byłam nastolatką, przeżywałam wielkie emocje i liczne kryzysy związane z twórczością. Ale z każdego kryzysu powstawało coś nowego, coś pięknego. Wierzę, że ten cykl będzie trwał – że w przyszłości uda mi się tworzyć jeszcze piękniejsze rzeczy.

Najważniejsze dla mnie jest poczucie wolności w pracy – swoboda działania, która pozwala mi być swoim szefem. Cenię współpracę z ludźmi, którym ufam i z którymi dobrze się dogaduję. Na takim etapie życia jestem teraz – tworzę na własnych zasadach i czuję, że to właściwa droga.

Marzę, by moje malarstwo zdobywało świat, by przyszłe pokolenia uczyły się o moich obrazach. Ale przede wszystkim chcę, by moja sztuka poruszała innych, poprawiała ich samopoczucie, inspirowała i zdobiła domy. To jest największa nagroda dla artysty – świadomość, że jego praca ma realny wpływ na ludzi.

Udostępnij wywiad

Zapisz się do newslettera

Będziemy Cię informować, gdy na naszym portalu pojawi się nowa publikacja,
a także o specjalnych ofertach partnerów serwisu.