Świat kamer i reflektorów – kto mógłby mu się oprzeć? Karolina Machura, choć przez chwilę tkwiła w medialnej rzeczywistości, ostatecznie uznała, że to nie jej droga. Porzuciła karierę w telewizji, bo poczuła, że jej miejsce jest gdzie indziej – wybrała edukację i kobiecą siłę. Poznaj założycielkę Empire State English – przestrzeni, w której kobiety odkrywają radość z nauki angielskiego, zdobywają pewność siebie i budują swoją przyszłość na solidnych fundamentach.
Karolina Machura: Ten kto mnie zna wie, że kocham latać w chmurach – no cóż. Lubię marzyć, wyobrażać sobie wiele i słuchać, co mówi mi serce i intuicja. Kiedy patrzę na moje decyzje wstecz, najlepsze okazały się właśnie te, które podjęłam na podstawie tego, co mówiło mi serce.
Zawsze uwielbiałam słuchać, jak ktoś mówi po angielsku… Pamiętam tę ekscytację, kiedy przechodziłam przez krakowski rynek i słyszałam, jak ktoś mówił po angielsku… Zawsze też kojarzyłam język angielski z pozytywną energią, optymizmem i taką radością w głosie. Tego brakowało mi, pracując w telewizji. Wszystko w biegu, pełna koncentracja, zero emocji i ogromny stres. Ja chciałam czegoś więcej. Zostawiłam pracę w TV i wybrałam naukę angielskiego – na nowo, po wielu latach od matury. Myśląc o możliwościach, o tym, co mogę osiągnąć, znając angielski, miałam ciary.
Zderzamy się ze ścianą – przecież uczyłyśmy się angielskiego 5, 10 a nawet 15 lat w szkole, a kiedy przychodzi językowa sytuacja i chcemy coś powiedzieć, to nagle mamy pustkę w głowie i boimy się odezwać. To frustrujące – kiedy myślimy, ile lat się tego uczyłyśmy, a nie potrafimy tego użyć, to mamy poczucie, że to z nami jest coś nie tak, czujemy wstyd, jest nam głupio. Mając to wszystko na uwadze, mamy ogromny lęk przed rozpoczęciem od nowa
Poznałam setki kobiet, które chciały zacząć od nowa, ale po prostu się bały – myślały, że muszą ten stres związany ze szkołą przechodzić od nowa. Nic bardziej mylnego. Przez lata pracy z kobietami stworzyłam system działań, który dosłownie dodaje kobietom skrzydeł, apetytu na więcej i radości z odświeżania angielskiego po latach. Tak powstał mój bestsellerowy kurs online “POWRÓT DO GRY”. Moim zadaniem podczas pracy z odświeżeniem języka angielskiego po latach jest uświadomienie i pokazanie, że tak naprawdę mamy zasoby słów i struktur – po 10 latach nauki mamy to! W mojej pracy z kobietami i w kursie pokazuję, jak stosować tę wiedzę w taki sposób, aby nie bać się tego używać i poczuć “Wiem jak to powiedzieć”.
Moje klientki to kobiety ambitne, odważne i zdeterminowane, by zrobić coś dla siebie, poczuć się spełnione. Pracują w międzynarodowych korporacjach, rozwijają własne biznesy albo po prostu chcą poczuć się pewnie, mówiąc po angielsku w podróżach i codziennych sytuacjach. Łączy je jedno – pragnienie przełamania bariery językowej i odzyskania swobody w mówieniu. To kobiety, które wiedzą, że znajomość angielskiego otwiera drzwi do nowych możliwości zawodowych, podróżniczych i życiowych.
Zdecydowanie tak. Angielski to już nie atut – to fundament. Na rozmowach kwalifikacyjnych pytanie o znajomość angielskiego to standard, a często rozmowa odbywa się właśnie w tym języku. Co ważne, to nie poziom zaawansowania jest kluczowy, ale swoboda w komunikacji. Pracodawcy cenią osoby, które potrafią porozumieć się pewnie, nawet jeśli z błędami. Zauważyłam, że moje kursantki, które zdobyły tę swobodę, od razu stają się pewniejsze siebie także w pracy i szybciej awansują. Niektóre z nich postanowiły w ogóle zmienić branże – odważyły się podjąć tak ważne decyzje, znając angielski.
Klucz to otoczenie się angielskim w codzienności i traktowanie nauki jak przyjemności, a nie obowiązku. Polecam zacząć od rzeczy, które sprawiają frajdę: słuchanie podcastów, oglądanie filmików w oryginale czy obserwowanie anglojęzycznych profili na Instagramie. Ważne jest też mówienie – nawet do siebie! Tworzę dla moich kursantek proste wyzwania, np. “One-minute English” – minuta dziennie na opowiedzenie o swoim dniu po angielsku. To działa cuda!
USA to był dla mnie czas wielkich lekcji – nie tylko języka, ale i życia. Studiowanie dziennikarstwa w Stanach to była jazda bez trzymanki – non stop pisanie, tłumaczenie godzinami w bibliotece, wywiady z lokalnymi politykami, dyskusje. Ta praca dała mi pewność siebie i pokazała, że mogę więcej, niż sądziłam. Pracowałam na obozie dla dzieci jako wychowawca. Tam nauczyłam się, że perfekcja w języku nie jest najważniejsza – liczy się komunikacja. To właśnie tam zrodziła się moja pasja do swobodnego mówienia po angielsku – i dziś uczę tego moje kursantki.
Podróżowanie to dla mnie wolność, przygoda i szkoła życia w jednym. Kiedy podróżuję sama, to wtedy najwięcej uczę się o sobie. Każdy wyjazd to historia ludzi, smaków i emocji. W podróżach język angielski to mój klucz do świata – pozwala mi poznawać ludzi, pytać, rozumieć. To dzięki podróżom wiem, jak ważna jest odwaga w komunikacji, nawet z błędami. Uwielbiam to uczucie pewności, kiedy wychodzę na lotnisku gdzieś daleko… ja po prostu wiem, że sobie poradzę.
Perfekcyjny angielski to mit. Podczas podróży spotkałam ludzi z całego świata, którzy mówili z różnymi akcentami, robiąc błędy – i to nikomu nie przeszkadzało. Najważniejsza jest komunikacja. Polki? Uważam, że jesteśmy tak inteligentne na tle świata, często znamy angielski lepiej niż myślimy, ale boimy się mówić. To właśnie strach nas blokuje, a nie brak umiejętności. Musimy popracować nad wiarą w siebie, dowartościować się. Tego też uczę podczas mentoringu z kobietami – angielski jako self-care dla kobiet!
To jestem ja – zawsze byłam przebojowa, pozytywna i dzieliłam się uśmiechem. Uważam, że życie jest za krótkie żeby się smucić, dokładać komuś trosk. Taka energia i uśmiech działają cuda. Moja energia płynie z pasji do tego, co robię. Oczywiście, z czasem nauczyłam się, jak tę energię przekazać innym, ale ona zawsze we mnie była. Uwielbiam inspirować, dodawać odwagi i pokazywać, że każda kobieta może odzyskać swobodę w angielskim. Instagram to dla mnie miejsce, gdzie mogę dzielić się tą pasją i budować społeczność pełną wsparcia. Jeśli tylko jedna kobieta czuję się lepiej, ucząc się ze mną angielskiego – to po prostu jest warto to wszystko robić.
Być kobietą sukcesu to znaczy mieć odwagę podążać za marzeniami, mówić własnym głosem i nie bać się błędów. Dla mnie sukces to też wolność – do tworzenia, podróżowania, budowania życia na własnych zasadach. Sukces zaczyna się od podjęcia decyzji. Jeśli masz marzenia, potrafisz je sobie wyobrazić, wyznaczyć cele i zadania… to znaczy, że możesz to osiągnąć. Jeśli podejmiesz decyzję “Działam” – to jest sukces.
Fot. Anna Pabijańczyk