Milena-Nosek-znana-z-tv-dietetyk-kliniczny-psychodietetyk-kobieta-sukcesu
Blog Milena Nosek: Porównywanie się to brak wolności [WYWIAD]

Milena Nosek: Porównywanie się to brak wolności [WYWIAD]

Już od najmłodszych lat pielęgnowała swoje pasje, stopniowo przekształcając je w fundament kariery. Dziś jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych dietetyczek klinicznych i psychodietetyczek w kraju. Prowadzi wykłady, występuje w telewizji, współpracuje z tancerzami, a na swoim koncie ma kilka książek. Milena Nosek to prawdziwa liderka – kobieta, której doświadczenie i perspektywa mówią same za siebie…   

Justyna Kaczmarczyk: Zacznijmy od wątku, który naprawdę intryguje. Jak to się stało, że zostałaś dietetyczką tancerzy?

Milena Nosek: Od dziecka tańczyłam i z tą pasją dotarłam do liceum, gdzie zetknęłam się już świadomie z problemami żywieniowymi koleżanek z zespołu, ze środowiska. Mnie samą interesowało jedzenie i jego wpływ na energię, skupienie – czułam to po sobie, choć pomogły mi także genetyka i nawyki żywieniowe z domu, dzięki czemu z masą ciała nigdy nie miałam problemów. Ponieważ oprócz tańca chciałam mieć plan B, obudziła się we mnie chęć pomocy ludziom dotkniętym zaburzeniami odżywiania, ale i chęć edukacji o zdrowiu, kulturze jedzenia i wszystkim, co wiąże się z dbałością o dobrostan psychiczny. Bardzo wcześnie widziałam wiele zależności.

Wybrałam się na studia dietetyczne i tak rozwijałam się zarówno w pasji, jak i potem w zawodzie. Zgłosiłam się do jednej ze szkół baletowych, edukowałam, prowadziłam warsztaty, jeżdżąc po Polsce. Później podjęłam współpracę z Polskim Baletem Narodowym, która trwa do dziś.

Środowiska taneczne to także środowiska osób, które zmagają się z takimi samymi dolegliwościami i chorobami, jak ludzie nieuprawiający tego zawodu, np. cukrzycą, niedokrwistością, chorobami jelit, tak więc moje doświadczenie kliniczne pomaga mi przy okazji i w tych przypadkach.

W jakim stopniu realizujesz się obecnie w tej materii?

Obecnie już mniej, ze względu na rozwinięcie innych kierunków swojej działalności. Jestem współautorką jedynej, naukowej w Polsce książki o zdrowiu tancerzy i potraktowałam zaproszenie do napisania rozdziału o żywieniu jako nagrodę za lata starań w edukacji i zmian. Nie na wszystko jednak mamy w życiu wpływ, nie zawsze spotykamy ludzi, którzy chcą dla nas dobrze, nie zawsze jesteśmy w stanie zawojować systemami. Parę kłód pod nogi mi rzucono, zrobiłam co mogłam i jestem zadowolona, ale ograniczyłam swój czas poświęcany dla tej niszy. Kocham ją nadal, konsultuję, działam, choć mniej.

Internet jest pełen materiałów o dietetyce i psychodietetyce. Zakładam, że bacznie przyglądasz się temu, gdy ktoś porusza zagadnienia z Twojego „podwórka”. Jak oceniasz ich jakość? Czy zdarza się, że specjaliści w tej dziedzinie przekazują błędne lub zbyt uproszczone informacje, z pominięciem ważnych szczegółów?

Zdarza się to bardzo często. Od kilku lat nie śledzę tego z zamierzeniem, bo szkoda mi czasu i uwagi. Dalej jednak aktualne jest to, że poradnictwem dietetycznym zajmują się ludzie po kursach. Nie umniejszając nikomu, kto nie skończył 5-letnich studiów kierunkowych, uważam jednak, że ma to znaczenie. W takim kształceniu m.in. spędzamy setki godzin w placówkach służby zdrowia, w wakacje są praktyki,  zdobywamy doświadczenie, na podstawie którego kształtujemy swoją wizję dietetyki. To bardzo płynna i dynamiczna dziedzina interdyscyplinarna.

Według mnie nawet samo studiowanie przez te 5 lat to wciąż niewiele. Trzeba mieć tzw. „to coś”. Odpowiednie wyczucie, intuicję, empatię, asertywność, nastawienie na rozwiązania, szybkie łączenie faktów, chęć zgłębiania, szukania, reakcji, zamiłowanie do jedzenia, ale nie tylko pod kątem odżywczym. Pod każdym. Trzeba chcieć dobrze reprezentować świat dietetyki i chronić go przed upraszczaniem. Tu nic nie jest oczywiste.

Często niestety specjaliści nie zgłębiają dalej wiedzy, trzymają się utartych założeń, nie rozwijają się. Jest to czasami wytłumaczalne, bo nie możemy znać się na wszystkim – trzeba sobie coś wybrać. Nie można być dobrym specjalistą od seniorów, dzieci, chorób nerek i onkologicznych. Wymaga to wielkiego nakładu pracy, by być na bieżąco, dobrze radzić i pomagać, ale też samemu lojalnie podążać za tym, co się głosi.

Nie mogę nie zapytać o pewien paradoks. Skoro dieta śródziemnomorska od lat uchodzi za najlepszy wzorzec żywieniowy, dlaczego wciąż sięgamy po nowe modele?

Śródziemnomorski model żywienia wymaga pewnego wysiłku – to proces, którego efekty nie zawsze są od razu widoczne, i czasami bywa tak, że można odżywiać się w ten sposób, a nie osiągać danych celów, np. spektakularnego chudnięcia. Taki model jest dla tych, którzy trwale chcą zmodyfikować nawyki, nauczyć się jeść świadomie codziennie, ale i wprowadzić aktywność, wspólne posiłki, co ma znaczenie dla zdrowia psychicznego i prewencji.

Często spotykam się również z niewłaściwą interpretacją diety śródziemnomorskiej, mówiącej o tym, że to jedzenie ryb, oliwek i picie czerwonego wina. W rzeczywistości chodzi o styl życia, a nie tylko o konkretne produkty, których można używać w polskiej wersji (w Polsce można je zastąpić lokalnymi odpowiednikami – przyp. redakcji).

Dla niecierpliwych, poszukujących czegoś reżimowego, opartego na twardych schematach, liczeniu kilokalorii, bardziej atrakcyjne i satysfakcjonujące będą trendy związane z dietami komercyjnymi, z bardzo konkretnymi założeniami. W efekcie brak motywacji do długofalowych zmian i niechęć wobec najzdrowszego wzorca wciąż istnieją.

Poza dietą, nawodnieniem i ruchem, na co powinna zwracać uwagę współczesna, zabiegana kobieta, by czuć się naprawdę dobrze?

Z pewnością na konieczność odpoczynku – pobycia samej ze sobą, bez myślenia o codzienności, w celu regeneracji, stabilizacji układu nerwowego, nabrania dystansu, ochłonięcia emocjonalnego, głębokiego oddychania i uspokojenia. To wszystko wpływa na wspomniane w pytaniu elementy: żywienie, sen i ruch. Jeśli nie będziemy odpoczywać, one też się zaburzą.

A suplementy? Ten rynek w Polsce ma się świetnie. Nie twierdzę, że łykamy wszystko, co popadnie, ale czasem można odnieść takie wrażenie… Z Twojego doświadczenia i obserwacji – czy kobiety są bardziej podatne na marketing w tym obszarze niż mężczyźni?

Grupa kobiet wydaje się być bardziej podatna, ze względu na to, że rynek suplementów również obiera kierunek – wiele produktów jest polecanych właśnie im, a wręcz dla nich stworzone. Kobiety w większym stopniu chcą też dbać o włosy, skórę, paznokcie, sylwetkę, hormony. Są estetkami, często kierują się emocjami, co zapewne wpływa na ich wybory konsumenckie.

Często można Cię zobaczyć i usłyszeć w programach, podcastach, webinarach czy różnego rodzaju projektach. Jesteś w tym bardzo naturalna, swobodna – autentyczna. To Twój żywioł czy codzienność, na którą pracowałaś latami?

Miło mi to słyszeć, dziękuję. Z chęcią biorę udział w takich przedsięwzięciach, bo faktycznie czuję się w tym spokojnie, dobrze i naturalnie, a lekkość wypowiedzi i brak napięcia uważam za swój atut. Oczywiście, jeśli mam czas, zgłębiam wiedzę na temat języka polskiego, słucham dziennikarzy, lektorów edukujących o stylu wypowiedzi. Lubię ten temat i współgra on z moim celem – chcę, by jak najwięcej osób mogło skorzystać z tego, o czym edukuję, jeżeli oczywiście wyrażają taką chęć i potrzebę.

Milena-Nosek-przeprowadza-wywiad-jako-dietetyk-kliniczny-i-psychodietetyk

Choć jesteś dostrzegana i doceniana, czy zdarza Ci się porównywać do innych kobiet biznesu? Innymi słowy, czy pozycja liderki sprawia, że takie myśli w ogóle znikają, a może zmieniają charakter?

Wyznaję zasadę, którą w tym dojrzałym życiu nazwałam, a której nauczyłam się wcześniej – porównywanie się to brak wolności. A wolność jest dla mnie niezwykle ważną wartością. Nigdy nie miałam potrzeby porównywania się, ani chęci czy pomysłu, bo każdy jest inny – ma inne możliwości i zasoby energii. Szłam do przodu z tym, co mam ja. Idę! Bez względu na to, czy wszystko wychodzi dobrze, czy zdarzają się błędy. Porównywanie się szkodzi.

Jeśli zgłębimy temat, można wyodrębnić coś dobrego – na przykład inspirację innymi ludźmi. Nadal jednak nie traktuję tego jako porównywanie się. Takie myśli zmieniają więc swój charakter albo go doszlifowują.

Jakie codzienne nawyki lub rytuały pomagają Ci zachować spokój, energię i jasność umysłu, nawet w najbardziej wymagających dniach? Zainspiruj, proszę, nasze czytelniczki!

Na pierwszym miejscu jest sen i nie będę tu odkrywcza, ale jakże trudno jest wypracować sobie stały rytm i go trzymać. Gdyby ludzie naprawdę zadbali o sen, ogrom kłopotów zdrowotnych nie miałoby miejsca. Nie zabłysnę też mówiąc o właściwym jedzeniu – różnorodnym, jak najmniej przetworzonym, kolorowym, świeżym, dostosowanym do swojego organizmu, najlepiej lokalnym – i codziennej dawce ruchu: jeśli nie długie spacery, taniec, pilates, to chociaż wieczorny stretching. Pod wieczór uwielbiam domowe SPA z ulubioną muzyką w tle, książka niezwiązana z pracą, napar ziołowy na balkonie – nawet gdy pada, telefon do bliskich. Minimalistycznie – jak lubię.

Ostatnio coraz więcej mówi się nie o FOMO (Fear of Missing Out), a o JOMO (Joy of Missing Out). Zauważasz tę zmianę w społeczeństwie, a może sama ją odczuwasz?

Zauważam, choć w różnym ułożeniu, bo myślę, że to zależy od charakteru, temperamentu i doświadczenia, a także od statusu życiowego danej osoby. Niekiedy może zależeć również od wszelkich zaburzeń, typu ADHD czy kompulsywność. Obecnie, u ludzi przechodzących zmiany – chcących pracować nad skutkami stresu, napięciem, wypoczynkiem, zdrowiem – obserwuję JOMO. I gdybym miała wybrać, jak jest u mnie, też bym za tym szła. FOMO jest mi dalekie.

Zjawisko to widzę pod nazwą FOMO gastronomiczne, szczególnie na wakacjach, w dodatku all inclusive czy podczas dużych imprez, gdzie obawa przed niespróbowaniem części potraw czy smakołyków jest u niektórych na wysokim poziomie.

Uważam jednak, że nie należy aż tak mocno iść w nazywanie wszystkiego, co dotyczy zachowań człowieka i jego wyborów. Czasami za dużo psychologii próbuje się wkraść w codzienność i nie zawsze jest to bezpieczne.  

Udostępnij wywiad

Zapisz się do newslettera

Będziemy Cię informować, gdy na naszym portalu pojawi się nowa publikacja,
a także o specjalnych ofertach partnerów serwisu.