Choć woli pozostawać w cieniu, nie może jej nigdzie zabraknąć. Ambitna, szczera i wrażliwa – właśnie te cechy sprawiają, że z Weroniką Kucharską chce się rozmawiać bez końca. To ona stoi za Werywell Concept – projektem warsztatów rozwojowych, które pomagają zwolnić, wsłuchać się w siebie, a jednocześnie łączą ludzi w realnym świecie. Wyloguj się na chwilę i poznaj kobietę, która pokazuje, że rozwój i sukces mogą iść w parze z uważnością.
Weronika Kucharska: Projekt Werywell jest z pewnością sumą moich wcześniejszych doświadczeń. Już na studiach byłam związana z branżą eventową – jako 22-latka byłam współodpowiedzialna za organizację największych wówczas targów dziecięcych w Polsce na Torwarze. Później moja droga zawodowa skręciła bardziej w stronę rozwoju osobistego.
Przez 3 lata byłam związana z firmą Mateusza Grzesiaka, gdzie zaczynałam od stanowiska wsparcia zespołu handlowego, kończąc na organizacji największego projektu Mateusza – konferencji edukacyjnej Edducamp, w której uczestniczyło 2 razy w roku ponad tysiąc osób. Współpracowałam także z żoną Mateusza, Ilianą, która zaraziła mnie miłością do medytacji i jogi. Czułam, że chciałabym zbliżyć się do tego świata jeszcze mocniej, ale nie wołało mnie zostanie nauczycielem. Szukałam alternatyw.
I tak trafiłam do największego studia on-line jogi w Polsce – PortalYogi. Przez 3 lata współpracy byłam odpowiedzialna za wyszukiwanie nauczycieli do nagrywania sesji online, współpracę z influencerami czy markami. Po zakończeniu działań z PortalYogi przez chwilę współpracowałam z firmą szkoleniową, ale po roku mocno zatęskniłam za światem jogi – i tak w czerwcu 2023 roku, pracując równolegle na etacie, zorganizowałam swój pierwszy Dzień Jogi w Elektrowni Powiśle.
Pomysł na robienie swoich rzeczy dojrzewał we mnie bardzo długo. Jestem bardzo pracowita, kreatywna i zadaniowa, ale w pracy „na etat” często miałam problem z podporządkowaniem się ustalonym regułom. Działam na flow – jeśli mam pomysł i czuję w sercu, że to jest to, co powinnam zrobić, to po prostu to robię. Bez analiz, ocen, czy to ma sens. W pracy na etat takie działania bez określonego planu często nie są możliwe.
Ostatnio znalazłam swoje notatki z 2018 roku, czyli jeszcze sprzed momentu, kiedy trafiłam do PortalYogi. Pisałam tam do siebie: „Marzy mi się stworzenie przestrzeni, w której kobiety mogą się spotykać w bezpiecznej atmosferze, być razem, rozwijać się”. Wtedy chciałam nazwać ten projekt Modern Witches i zaczęłam nawet projektować logotypy. Podejść było kilka, ale kończyło się na projektowaniu logotypu – brakowało realnych działań.
Pierwszy Dzień Jogi w 2023 roku nie powstał dlatego, że wyobrażałam sobie, iż będzie to projekt, który zmieni się w moją pracę full time. Wtedy nie byłam zadowolona ze swojej pracy na etacie, ale miałam silną potrzebę powrotu do korzeni – kontaktu z ludźmi z tego świata i stworzenia projektu, który byłby wspólną celebracją Dnia Jogi, ale z takim dopracowaniem i dbałością o szczegóły, jakiej nie powstydziłaby się dobra agencja eventowa. Marzyło mi się, aby uczestnicy warsztatów czuli się dopieszczeni co najmniej tak, jak influencerzy na komercyjnych eventach marek.
Moja przyjaciółka przygotowała key visual, ja wypuściłam wydarzenie na Facebooku – z prywatnego wtedy jeszcze konta – i reklamy, których totalnie nie potrafiłam obsługiwać. I tak w Elektrowni Powiśle pojawiło się ponad 50 osób. To był olbrzymi sukces, który oczywiście biznesowo się nie zwrócił, ale ja miałam poczucie, że zrobiłam coś super. Wtedy podeszło do mnie kilka osób, które pytały: „Co dalej? Gdzie teraz?” – i dopiero wtedy pomyślałam, że mogę zaproponować coś więcej. Oczywiście, będąc wciąż na etacie.
Oczywiście! Życie w społeczności to coś, do czego zostaliśmy stworzeni jako ludzie. Wiem, że trzeba iść z duchem czasu, ale wszystkie badania pokazują, że ta postępująca digitalizacja nam nie służy. Nasz mózg dziennie przyswaja tyle informacji, co nasi dziadkowie przez całe swoje życie.
Sama doświadczam przebodźcowania i widzę, jak bardzo męczy mnie świat online. Niestety, trochę nie mogę od niego uciec, bo mimo że moje wydarzenia są w całości offline, przygotowanie jednego warsztatu wymaga miesiąca pracy online.
Werywell to miejsce, które od początku było tworzone z myślą o tym, żeby na wydarzeniach ludzie mogli się zbliżać, poznawać, nawiązywać nowe relacje i otwierać się. Kobiety i mężczyźni – bo nasze eventy są dla wszystkich, choć statystyki pokazują, że póki co 90% uczestników to kobiety. Często właśnie podczas tych spotkań zawierają się nowe relacje – zarówno biznesowe, jak i przyjacielskie. Uczestnicy naszych wydarzeń mają ze sobą wiele wspólnego – interesują ich podobne rzeczy, a wtedy łatwiej o wzajemną otwartość.
Na pewno nie planuję od tej formy spotkań odchodzić, bo widzę, ile daje taki realny kontakt.
Z pewnością był to feedback od uczestników, którzy pojawiali się na pierwszych wydarzeniach i wracali na kolejne. Dwa lata temu, kiedy zaczynałam, koncept jednodniowych warsztatów rozwojowych w Warszawie praktycznie nie istniał, więc dla ludzi to było coś nowego. Ja cały czas miałam w głowie, że to projekt dodatkowy, który daje mi zastrzyk pozytywnej energii, możliwość spotkania z fajnymi ludźmi i realizowania się w tym, co naprawdę lubię robić. Wtedy najważniejsze było dla mnie, żeby do tego projektu nie dopłacać.
Warsztaty odbywały się raz na dwa miesiące, z racji tego, że pracowałam na etat. Byłam bardzo zmęczona, bo pracowałam od 9 do 17, a po godzinach ogarniałam kolejne warsztaty z pomocą przyjaciół. Zaczęłam też współpracę z moją przyjaciółką Moniką, która nadała projektowi ramy w oparciu o pracę strategiczną. To Monika wymyśliła też tę super nazwę. Po stworzeniu brandbooka, zaczęłam czuć, że powoli tworzę brand, dalej traktując go jednak jako coś dodatkowego. Nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że to może być moja regularna praca…
Głos to potężne narzędzie. Nie tylko do występowania na scenie, ale też do komunikacji, stawiania granic czy walki o siebie. Każdy z nas ma swój wyjątkowy głos – często zamknięty gdzieś głęboko. Może dlatego, że zostaliśmy wychowani w określony sposób, nie chcemy się narzucać, ktoś powiedział nam, że lepiej być cichym i nienarzucającym się. Tymczasem każdy z nas jest wyposażony w niepowtarzalny instrument, z którym można odpowiednio pracować.
Zauważam, że często dorosłe kobiety brzmią jak dziewczynki i używają głosów, które tak naprawdę nie należą do nich. To jakaś bezpieczna fasada, za którą się ukrywają.
Zależało mi na stworzeniu projektu, w którym ten swój wewnętrzny głos będziemy mogli odzyskać. To nie był projekt dla osób szczególnie uzdolnionych muzycznie – był totalnie dla każdego. Na warsztacie mieliśmy kobiety i mężczyzn. Korzystaliśmy z różnych technik ruchowych, śpiewaliśmy mantry, które niosły ze sobą określone intencje.
To jeden z moich ulubionych projektów i na pewno będę chciała do niego wrócić w przyszłości. W wielu osobach pojawiało się realne wzruszenie, kiedy usłyszały, jak naprawdę brzmią ich głosy – te, które tak skrzętnie chowały w sobie przez lata.
W wyborze tematów kieruję się głównie swoją intuicją. Sama jestem trochę katalizatorem – staram się zapraszać do współpracy nauczycieli i proponować techniki, które mnie samej w życiu coś dały. Mocno bazuję na ruchu, bo współcześni ludzie zbyt często tkwią w głowie. Staram się to balansować i dostarczać warsztaty, w których ruch jest ważną częścią. Ostatnie projekty były bardziej skupione na wiedzy i tego ruchu było nieco mniej, ale w 2026 roku z pewnością wracamy do korzeni.
Otwarta i wspierająca atmosfera. Staram się być najlepszym hostem. Uczestnik na naszym wydarzeniu ma się czuć totalnie zaopiekowany. Spotykamy się zawsze w starannie wyselekcjonowanych lokacjach. Nie musisz martwić się o jedzenie ani napoje. Masz skupić się na doświadczaniu i na tym, że to czas dla Ciebie.
Tworząc ten projekt, od początku wiedziałam, że będę musiała być obecna w social mediach, bo wiem jak działa ten świat, ale nigdy nie tworzyłam go z poziomu „ego”. Wiele konceptów rozwojowych, które powstały przed i po Werywell, skupia się na jednostce, która za nimi stoi. Oczywiście ważne jest, kto tworzy dane wydarzenie, ale uważam, że w dzisiejszym świecie jesteśmy zbyt mocno skupieni na „ja”. Co kogo obchodzi, co jadłam na śniadanie?
Na feedzie Werywell na Instagramie nie znajdziesz porad Weroniki o tym, gdzie iść na jogę albo gdzie kupić fajne leginsy. Od wrzucania migawek ze swojego życia mam prywatne konto, do którego dostęp mają moi przyjaciele. Profil Werywell jest w całości poświęcony mojej działalności zawodowej – zdjęcia i relacje skupiają się na uczestnikach, którzy te warsztaty wybierają. To oni są dla mnie najważniejsi i chcę, żeby tak pozostało.
Ten brak chęci bycia na świeczniku jest zauważalny przez uczestników, co bardzo mnie cieszy. Ostatnio nawet podeszła do mnie na warsztacie dziewczyna, która powiedziała, że docenia to, że Werywell nie jest „o mnie” – że oczywiście witam uczestników, przedstawiam prowadzących i jestem z nimi przez cały warsztat, ale nie potrzebuję brylować.
I tak jest – najlepiej czuję się jako „ogarniacz”, dostarczając uczestnikom i prowadzącym idealne warunki do rozwoju i pracy.
Tak! Od momentu założenia Werywell wiele się zmieniło. Gdy zaczynaliśmy, takich jednodniowych eventów było w zasadzie niewiele. Teraz mam wrażenie, że wyrastają jak grzyby po deszczu. Bardzo mnie to cieszy, bo widać stale rosnącą potrzebę. Nie ukrywam jednak, że biznesowo buduje to dużą konkurencję i myśląc o kliencie, który ma dokonać wyboru, wiem, że może czuć się „przebodźcowany” ilością dostępnych rozwiązań. Między innymi dlatego w sierpniu zorganizowałam pilotażowy warsztat w Gdańsku, który świetnie się przyjął.
W 2026 roku planuję wrócić do formuły warsztatów raz na dwa miesiące w Warszawie i przeplatać je z innymi dużymi miastami, które przecież też mają podobne potrzeby! Planuję Poznań, Gdańsk, Kraków i Katowice. Myślę, że to super kierunek, bo coraz częściej kontaktują się ze mną ludzie z innych miast z pytaniem: „Kiedy wpadniecie do nas?” 🙂
Zarówno warsztaty dla firm, jak i współprace z markami zawsze są szyte na miarę. Przeprowadzamy wywiad, by poznać aktualne potrzeby danej organizacji. Na pewno zauważalny wśród firm jest trend, by pokazywać pracownikom wartość częstszego odwiedzania biur. Praca zdalna jest super, ale praca z biura jest trochę też o tym, o czym mówimy – o społeczności. Pracodawcom zależy na tym, żeby ludzie czuli się zintegrowani, nawiązywali bliższe relacje i poczuli grę zespołową. Projekty takie jak nasz mają sprawić, że pracownicy chętniej będą się integrować i korzystać z proponowanych rozwiązań. Nie ma jednak jednego złotego środka – każdy warsztat, który projektujemy, powstaje w oparciu o indywidualne potrzeby.
Mózgiem operacji jestem ja – to ja projektuję warsztaty, wybieram prowadzących, odpowiadam za social media. Obsługuje też maila. Nigdy jednak nie powiedziałabym, że Werywell to wyłącznie ja. W dużej mierze to dalej kameralny projekt, w którym czerpię z doświadczenia i pomocy bliskich osób. Moja przyjaciółka Agnieszka odpowiada za tworzenie komunikacji w social mediach, Marta obsługuje nas reklamowo, Łukasz pomaga przy stronie, Michał fizycznie, a Monika i Marcin, moi przyjaciele, często wspierają mnie koncepcyjnie i graficznie. Oprócz tego regularnie na wydarzeniach pojawia się moja najbliższa rodzina, która pomaga mi w rzeczach związanych z przygotowaniem eventu. Czasem pomagają też sami uczestnicy, co mnie najbardziej rozczula.
Cenię w tych osobach przede wszystkim bezinteresowność, ogromne wsparcie mentalne – bo często mam chwile słabości – a także to, że podnoszą mnie na duchu w sytuacjach kryzysowych.
Oczywiście! Średnio co drugi dzień 🙂 Umiem pływać w chaosie, co okazało się bardzo pomocne na przykład w czasie pandemii. Nie jestem uporządkowana – ale coraz bardziej się tego uczę – a moja praca nie jest przewidywalna. Oczywiście mogę sobie założyć, że na warsztat przyjdzie określona liczba osób, że będę współpracować z konkretnymi brandami, ale często te założenia okazują się nietrafne.
Finanse to coś, co najbardziej mnie stresuje. To moja pełnoetatowa praca, więc muszę dbać o to, żeby oprócz zarobienia na koszty, zarobić też na swoje wynagrodzenie. Często jednak, pomimo założeń, do ostatniego dnia eventu nie wiem, ile zarobię i czy wystarczy na pokrycie wszystkich kosztów związanych z organizacją – a te bywają naprawdę wysokie. Czy będę musiała coś dołożyć, i jeśli tak, to ile? Jest dużo niewiedzy i wątpliwości. Często płaczę, zwłaszcza gdy jestem przepracowana i zmęczona, kiedy wiem, że działałam non stop cały miesiąc, a jednak finalnie coś się nie spina. Czuję wtedy dużą niemoc.
Prowadzenie firmy w Polsce też nie należy do najłatwiejszych. Koszty związane z podatkami i ZUS-em są bardzo wymagające, szczególnie dla rozpoczynającej działalność firmy. W takich momentach przyjaciele i rodzina podnoszą mnie na duchu. Są dla mnie, wspierają i kibicują – i tak kryzys mija, a za tydzień pojawia się kolejny 🙂
Ostatnio trochę nie ma na to miejsca. Werywell ma już 2 lata, ale od stycznia jest moją „full time job” i wreszcie zrozumiałam to chętnie przytaczane zdanie: „Jak masz swoją firmę, pracujesz non stop”. Faktycznie tak jest. Pod telefon jestem podpięta cały czas. Monitoruję, co dzieje się na Instagramie, odpowiadam na pytania i komentarze. Gdy nie siedzę na telefonie, staram się zabezpieczać partnerów na kolejne warsztaty i szukać marek do współpracy. Dużo pracuję i jeszcze więcej o tym myślę.
Przez ostatnie 10 miesięcy odbyło się 9 warsztatów. Tylko ja i moi bliscy wiemy, ile generuje to pracy. Myślę, że aktualnie o mój jedyny wellbeing dba mój pies Romek. Jemu nie mogę odmówić, więc 3 spacerki dziennie i chodzenie po parku są super przerwą dla głowy i ciała. Oprócz tego 2 razy w tygodniu robię trening siłowy i chodzę na basen.
Jestem też świeżo po 3-tygodniowych wakacjach w Indiach, podczas których przez kilka dni całkowicie odcięłam się od pracy, robiąc sobie digital detox.
Na pewno w kontekście Werywell sukcesem byłoby dla mnie to, że brand jest bardziej stabilny – nadal tworzony w oparciu o wartości, które przyświecały mu od początku, ale generuje dochód, który jest w stanie zapewnić mi regularną pomoc. Dzięki temu mogę zatrudnić ludzi i zbudować zespół, mieć własne biuro, działać na większą skalę i pracować bardziej strategicznie, nie tracąc przy tym funu, który projekt ze sobą niesie. To przyszłościowo, a na ten moment sukcesem jest dla mnie to, że ten projekt w ogóle powstał, że ma taką formę, że mogę pracować dla siebie i opowiadać Wam o jego historii i przyszłości.